Kupczenia ciąg dalszy…

{ Napisane: cze 28 2010 przez: FAZA }

No i po debacie. Z jednej strony dobrze – bo w końcu mieliśmy okazję dowiedzieć się o naszych 2 niedobitkach z listy 10 kandydatów czegoś konkretniejszego. Czegokolwiek po prostu, bo cała dotychczasowa kampania moim zdaniem to jawna kpina.

Ja wiem, ze jest internet i można sobie "pogrzebać" po stronie kandydata. Ale mnie się po prostu nie chce – mam ciekawsze rzeczy do przeglądania w sieci. Tym bardziej, ze choroba wie, kto te teksty na stronach internetowych "wybrańców" pisał i umieszczał. A mnie interesują oni sami – ich zachowanie, to co i jak mówią w zależności od zmieniających się sytuacji – nierzadko stresowych. Takie własne badania przeprowadzane na żywych organizmach.
Wiem też, ze "na żywo" można było ich pooglądać podczas spotkań organizowanych w kilku rejonach kraju. Tyle, że w moim miejscu zamieszkania takie spotkania się nie odbyły. A jeździć gdzieś specjalnie i tracić czas, aby ktoś mi łaskawie powiedział co to by chętnie dla mnie zrobił i co mi dał (gdyby akurat nie mijał się z prawdą) – też nie bardzo mi się chce. Tym bardziej, że to nie ja powinienem się dopraszać jak o jakiś ochłap – to w końcu oni mają do mnie interes w dniu 4 lipca.

Jedyną sensowną informacją, jaka otrzymałem o konkretnym programie któregokolwiek z kandydatów na prezydenta (poza oczywiście przypadkowym bełkotem i pozerstwem "niearanżowanych" sytuacji przed kamerami telewizyjnymi) była ulotka, jaką znalazłem w swojej skrzynce pocztowej. Ulotka od Pana Marka Jurka. Jasno, zwięźle i czytelnie: kim jest, co robił, co chciałby zrobić, program. Niby niewiele – a jednak. Co prawda też nie wiadomo, kto to redagował, ale sztabowi chciało się przynajmniej wydać taką ulotkę i wysłać kogoś, aby wrzucił ją właśnie do mojej skrzynki. Tutaj plus dla kandydata, choć i tak na niego nie zagłosowałem. Ale przynajmniej wiedziałem dlaczego – nie wszystkie jego poglądy mi się podobały. Choć część – owszem.

Z drugiej strony – debata tez nie powaliła mnie na kolana. Nie dość, że wszystko sztucznie zaaranżowane, brak pytań wzajemnych, to i kandydaci jakoś moim zdaniem na wysokości zadania nie stanęli. Tradycyjne wodolejstwo, wzajemne wytykanie sobie błędów, do których nikt nie chce się przyznać i przypisywanie sobie zasług, do których z kolei chętni są wszyscy.
O przyszłości i własnych poglądach raczej skromnie i nic konkretnego. Całość okraszona sztucznymi pozami wykreowanymi od specjalistów od wizerunku. Za kasę, którą wyciągają z naszych kieszeni mogli by się chłopaki bardziej postarać. Bo nikt mi przecież nie powie, że politycy są grupą produkcyjną, która generuje przychód do budżetu. Za to świetnie idzie im generowanie "wychodów".

Puszenie się Pana Napieralskiego w ciągu ostatnich dni też było fascynujące. Nasza wschodząca gwiazda lewicy zachowywała się jak Kali, który wydając córkę sprawdza ile i jakiej jakości krowy przyprowadzi mu pod lepiankę każdy z konkurentów. Tak, jakby ludzie, którzy zaufali jego programowi nie byli w stanie sami zadecydować kogo poprą w drugiej turze i musieli czekać na odgórne wskazówki.
To podobno demokratyczne i wolne wybory?

Ale nic to – choć coraz bardziej zrażam się do osób z polityki w ogóle, to jednak obserwacje co ludzie potrafią wyczyniać przed obiektywem, jak mówić – aby nie powiedzieć, jak kogoś kupić – ale nie zapłacić, jak zmieniać przekaz w zależności od sytuacji – fascynują mnie od zawsze i raczej mi to nie przejdzie :)

Komentowanie


trzy + = 7