A kabaret wciąż działa…

{ Napisane: lip 02 2010 przez: FAZA }

Druga debata naszych najważniejszych odbyła się w środę – tyle, że nie bardzo miałem czas się do niej ustosunkować od razu. W sumie nawet raczej nie było do czego. Wbrew opiniom komentatorów – dla mnie była zdecydowanie bardziej nudna niż pierwsza. A na pewno – dużo bardziej żenująca. Już mi się znudziło słuchać wzajemnego opluwania i wytykania kto czego nie zrobił. Chętnie bym posłuchał co kto zrobi – ale takich wypowiedzi z sensem, a nie dotyczących spraw, na które prezydent ma w sumie wpływ niewielki ze względu na konstytucyjny przydział uprawnień.
Bicie piany dla samego słowotoku, mieszania ludziom w głowach i stwarzania pozorów nie bardzo mnie przekonują. Wszystko na dodatek okraszone bardzo kiepską  grą aktorską i wprost groteskowymi sytuacjami wymiany teczek z dokumentami na konstytucję. Obydwaj panowie aktorstwa nie mają we krwi i ich występy wywoływały u mnie irytację sztucznością, zamiast przekonywać.

Za to taki na przykład Mrożek po obejrzeniu tej debaty nic by już nie musiał dodawać od siebie – wystarczy by przeniósł dokładnie to, co widział  – na papier. Sukces kolejnego opowiadania lub dramatu zapewne murowany. Przynajmniej ja bym chętnie poczytał, próbując sobie wmówić, że to coś z Mrożka – a nie z życia wzięte.

Dziś ostatni dzień kampanii przed ciszą wyborczą. No i dobrze – niech w końcu któryś z panów zostanie tym prezydentem i dadzą sobie i innym spokój. To co wyprawiali w ostatnich momentach przed publiką (a telewizja wyjątkowo dużo pokazywała migawek z wieców wyborczych) wprawiało mnie momentami w osłupienie. Jak już kiedyś pisałem – w sumie mało rzeczy mnie potrafi zaskoczyć, ale jak widać – jednak to się zdarza. Ostatnimi (kampaniowymi) czasy jakby nawet częściej.

Pan Komorowski wymachiwał podczas wiecu karabelą (skąd on takie cudo wytrzasnął?), bredząc coś o rychłym zwycięstwie Polski. To podobno Kaczyńskiego krytykowali za machanie szabelką – sam słyszałem z ust pana Wałęsy. Tymczasem tu – taka raptowna zamiana. No i ta kiełbasa wyborcza: że nauczycielom się dużo podniesie, policjantom, emerytom,  no i nawet pielęgniarkom niemało skapnie.  Tylko skąd do choroby, skoro 10% budżetu corocznie "wciąga" nam sama obsługa długu publicznego. Jakiś sprytny analityk błyskawicznie wyliczył, że na obiecane podwyżki jedynie dla emerytów trzeba by wydać około 4 miliardów. Podczas gdy na gminne komendy policji w całym kraju ledwo udaje się wyskrobać z budżetu półtora miliarda. Coś "nie teges" chyba podczas składania tych obietnic. Ale może ja się nie znam.

Pan Kaczyński też mnie "osłupiał". Jeszcze nie ochłonąłem po stwierdzeniach "koniec wojny polsko-polskiej" (co widać zresztą w trakcie kampanii jak choroba), no i oczywiście po "nie ma komunistów – jest lewica". Dzisiaj prawie powaliły mnie na ziemię wspomnienia o Gierku. To podobno wielki "patriota, tyle, że komunistyczny". No i "jakoś dawał sobie radę z opozycją nie zamykając do więzień". Dobrze, że przypadkiem nie jestem kobietą w ciąży, bo wody płodowe by mi zapewne odeszły na takie rewelacje płynące potokiem z ust Pana Jarosława.
Byłbym prawie zapomniał! Dowiedziałem się jeszcze, że nasz kandydat ma wizje – podobno w Polsce odbędą  w 2024 igrzyska olimpijskie. Ciekaw jestem, jakimi środkami takie wizje się  wywołuje – chętnie i ja bym coś sobie "zwizualizował".

Obydwaj panowie próbowali się też na sam koniec kampanijnie poślizgać na cudzych tyłkach. Starali się zidentyfikować z akcjami Caritasu i Owsika, dotyczącymi pomocy powodzianom. Jakoś mam wrażenie, że oprócz ogólnie mało smacznej sytuacji podpinania się z polityką pod takie zbiórki, próbują namówić wyborców do wyciągnięcia przez nich z kieszeni już opodatkowanej kasy. Na pomoc dla tych, którym wedle konstytucji powinni sami zapewnić bezpieczeństwo tak, aby nie musieli być oni powodzianami. Z zupełnie innych funduszy zresztą – z tych, które zasilają budżet w postaci podatków. Może by tak więc panowie politycy zacząć od siebie? Na przykład zamiast pić w sejmie Borjomi – poniżyć się do naszej krajowej Nałęczowianki czy Żywca? Albo po prostu lepiej zarządzać państwowymi pieniędzmi.
I żeby było jasne – nie mam nic przeciwko społecznym zbiórkom. Tylko niech one odbywają się bez hipokryzji. I bez polityki.

Komentowanie


2 + cztery =