Koniec wojny polsko – polskiej…

{ Napisane: lip 15 2010 przez: FAZA }

Kilka dni miałem osobiście "zawalonych" przez pracę, więc nie było czasu wylewać żółci. Zresztą chyba nawet lepiej, bo od ogłoszenia zwycięstwa Komorowskiego część rzeczy wyraźnie nam się wyjaśniła.

Słodkie minki i nawoływania do zakończenia krajowej wojny (z obu stron) jakoś szybko zdefraudowano i jest jak jest. Jak to się mówi: miało być dobrze, a wyszło jak zwykle.
Co do PiS raczej złudzeń być już nie powinno – politycy stonowani wysłani zostali chyba na wakacje (przymusowe?), a do głosu dorwały się ponownie osoby o "nieco" radykalniejszym sposobie wypowiadania się. Z Jarosławem Kaczyńskim na czele zresztą, któremu maseczkę przemiany przyklejono chyba na klej Plastuś. Pod wpływem upałów rozpuścił się, maseczka odpadła i w końcu mamy okazję oglądać znów jakże znane oblicze prezesa. Już się chyba nawet zdążyłem stęsknić.

Żeby nie było, że jestem jakiś uprzedzony do niektórych grup politycznych – druga strona nie pozostaje pierwszej dłużna, aczkolwiek robi to w nieco bardziej kulturalny sposób. Co nie zmienia faktu, ze wzajemne obrzucanie się błotem (w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób) mnie nie jakoś nie podnieca. Przepychanki w tematach: kto nie zakupił nowych samolotów rządowych, kto jest odpowiedzialny za wypadek, czy śledztwo przebiega sprawnie czy nie, komu uda się wepchnąć więcej swych popleczników do KRRiT wywołują u mnie zdecydowane obrzydzenie do naszych najważniejszych w sposób obligatoryjny. Bez względu na to, jaką plakietkę noszą tego dnia w klapie marynarki.

Ale bywa też (rzadko, ale jednak) śmiesznie. Mina pana Schetyny przed kamerami – gdy dziennikarze powiadomili go, że nasz sprytny elekt w ostatnich godzinach sprawowania zastępczej prezydentury po cichutku wepchnął 2 zaufane sobie osoby na stołki – bezcenna, jak to mawiają w reklamie Master Card.
Warto było zobaczyć, by przekonać się, ze politycy potrafią robić też idiotów jeden z drugiego, a nie tylko z nas.

Komentowanie


× sześć = 12