Dzieje się…

{ Napisane: kwi 24 2010 przez: FAZA }

Jak to mawia czasem jeden z moich kumpli z lat młodzieńczych "straszne mam ostatnio urwanie jajec". To prawda, ale kilka słów wypada wstukać, chociażby po to aby nie wyjść z wprawy. No i ostatnie kilkanaście dni było pełne ciekawych wydarzeń – aż szkoda pominąć je milczeniem. Po pierwsze: sławetne uroczystości pogrzebowe. Swoją drogą zastanawia mnie dlaczego nasi jaśnie-rządzący codziennie wysyłali czarterowany samolot po kilka (kilkanaście trumien). Nie dało się tego załatwić przykładowo w 2 turach? Za każdym razem wywalali kilkaset tysięcy lekką rączką w błoto, nie bacząc, że w budżecie podobno na to brakuje, tam nie starcza i z każdej strony wyziera jakaś dziura. Tragedia tragedią, ale zwłokom to już raczej wszystko jedno czy przylecą do kraju dzień czy tydzień później. A bezmyślnie trwonione pieniądze można by spożytkować jakoś bardziej z sensem – na przykład na tych, którzy jeszcze przypadkiem żyją. No, ale przecież nasi watażkowie nie musieli tej kasy zarobić swoją ciężką pracą. Ściągnęli ją po prostu z podatków, a takie fundusze wydaje się łatwo. Jeśli już o pogrzebach… Śmiech pusty mnie ogarniał, kiedy słyszałem, że 40 czy 50 delegacji na pogrzeb naszego byłego najjaśniejszego nie mogło dotrzeć. Bo wulkan, bo chmura pyłu, bo… pierdu, pierdu. Jak się chciało, to się dotarło. Ukraina samochodem, Rosjanie (jak to twardziele) po najmniejszej linii oporu – wojskowym samolotem prosto z Moskwy. Żadne chmury im nie przeszkadzały. Gruzji też się udało dolecieć, a już najwięcej chęci wykazali chyba Luksemburczycy, którym podróż zajęła 2 dni (przez Maroko i Turcję zdaje się), a na dodatek dotarli jako pierwsza delegacja. Czyli – jak się chce – to można. Inna sytuacja jest wtedy, gdy potrafi się tylko dużo mówić, a niewiele robić. Wracając do Rosjan… Byłem pod wrażeniem zachowania Putina – szczególnie podczas pierwszego spotkania z Tuskiem. Wspólna wizyta na miejscu katastrofy, troska i smutek na twarzy, podanie pomocnej dłoni, przyjacielski "misiak" oraz późniejsze wypowiedzi zdawały się naprawdę być bardzo szczere. Momentalne ogłoszenie żałoby narodowej w Rosji, "Katyń" w głównym kanale tv… Aura bezdusznego oficera KGB z klapkami na oczach zdecydowanie zbladła, co mnie osobiście cieszy. Zresztą i Miedwiediew pokazał się z pozytywnej strony. Miło by było, gdyby od wschodu zawiało nieco cieplejszym powietrzem… Różnie to wcześniej bywało – czasem my ich, częściej oni nas, ale zawsze to bratnia słowiańska krew i nasza historia splatała się nierozerwalnie. Zdecydowanie bardziej podobają mi się dobre partnerskie stosunki z Rosją niż lizanie afroamerykańskich tyłków z za wielkiej wody. Jak dotąd chyba zupełnie bezskuteczne zresztą.

Komentowanie


+ 8 = siedemnaście