Fonty po raz kolejny

{ Napisane: lip 28 2010 przez: FAZA }

Skoro już wiemy, skąd można pobrać dużą ilość legalnych i darmowych fontów (opisałem to w poście o banku fontów), czas zastanowić się, czy spełnią one nasze oczekiwania. Nie ujmując nic plikom gromadzonym w tego typu serwisach (zdarzają się tam prawdziwe perełki tworzone przez zdolnych amatorów lub profesjonalistów, którzy część swego dorobku oddają innym w sposób darmowy – czy to dla promocji działań komercyjnych, czy też po prostu z potrzeby serca), znaczna część z nich nie do końca nadaje się do najbardziej wymagających zastosowań.

Stworzenie fontu spełniającego wszelkie wymogi wbrew pozorom nie jest wcale takie łatwe. Trzeba posiąść ogromną wiedzę z wielu dziedzin, aby efekt finalny spełniał pokładane w nim oczekiwania. Znać zasady projektowania krojów, mieć pomysł i sporo talentu. Interpretować bezbłędnie zasady liternictwa i typografii – to wszystko tylko, aby zaprojektować wygląd unikalnego kroju. Potem trzeba uzbroić się w cierpliwość i wykazać dużą precyzję w rysowaniu glifów podczas przenoszenia pomysłu w pojedyncze, obrysowane znaki. Następnie wdrożyć się w rolę kodera, który oprócz umiejętności posługiwania się specjalistycznym oprogramowaniem posiada również potężną dawkę wiadomości na temat zasad typograficznych, kerningu, hintingu, sposobów i systemów kodowania związanych z geolokalizacją czy wreszcie wymogów wykorzystania fontów w urządzeniach wyjściowych – nie tylko biurkowych drukarkach, ale również ploterach czy naświetlarkach. Potem jeszcze długi czas testowania, poprawek, kolejnych poprawek i w końcu prawidłowo zakodowany font może ujrzeć światło dzienne. Niejednokrotnie do pracy nad jednym takim pliczkiem zaprzęgnięty jest cały zespół profesjonalistów.

Jeśli więc korzystamy z fontów darmowych, stworzonych amatorsko przez fascynatów – istnieje duża szansa, ze wykorzystać się je da z powodzeniem w domowych zastosowaniach w stylu elektronicznego albumu zdjęciowego czy wizytówki dla znajomych. Często uda się zastosować je również w zastosowaniach profesjonalnych – np. (jak ja to określam) w "szyldziarstwie". Krótkie teksty reklamowe na tablicy informacyjnej czy banerze można (jeśli ewentualne błędy fontu się pojawią) poprawić "z palca" – właściwie ustawić światło międzyliterowe, dorobić "polskie ogonki" czy nawet skorygować kształt poszczególnych glifów. Oczywiście – jeśli ktoś ma na to czas. Jeśli jednak przyjdzie nam złożyć profesjonalną publikację książkową i nieopatrznie wymyślimy sobie wykorzystanie w niej błędnie zakodowanego, bezpłatnego fontu – to już zaczynają się schody. Na dodatek te błędy mogą objawić się już po żmudnym okresie składu komputerowego, korekt, zatwierdzeniu plików przez klienta – czyli w momencie, gdy gotowe, produkcyjne pliki powinniśmy przekazać już naświetlarni. Błędny font "wysypać się" nam może w trakcie przygotowywania plików postscriptowych lub kompozytów, może niewłaściwie zadziałać nawet dopiero w momencie naświetlania klisz. No i wtedy mamy masę stresu, a w najgorszym przypadku (jeśli nie da się w prosty sposób "obejść" błędnego wyświetlania fontu) – baaaardzo dużo pracy.
Dlatego do takich prac zdecydowanie polecam korzystanie z fontów komercyjnych od sprawdzonych producentów – które jednak jak na nasze krajowe warunki są stosunkowo drogie. Wiadomo jednak jest – za porządne narzędzia (z jakiejkolwiek branży – w tym również reklamowej) – trzeba zapłacić adekwatnie do ich jakości.

I to by było na tyle… dziś – bo z racji zainteresowań temat zapewne poruszać jeszcze będę :)

Tak wygląda screen z procesu rysowania pojedynczego glifu.
Widać tutaj kształt górnej część cyfry "3" wraz z węzłami kontrolnymi.

Screen pokazujący pojedynczy glif fontu podczas opracowywania.

Komentowanie


sześć + = 9