Halloween – już za 2 dni!

{ Napisane: paź 29 2010 przez: FAZA }

Wielkimi krokami zbliża się jeden z moich ulubionych dni w roku – "święto" Halloween. Dlaczego ulubionych? Bo jest jednym z tych nielicznych, który jest mnie w stanie upewnić w przeświadczeniu, że mój mózg nie wygląda jeszcze jak ser szwajcarski – w przeciwieństwie do mózgów przeważającej części moich rodaków.
Ale bądźmy szczerzy – choć z jednej strony zdebilenie społeczeństwa nieco mnie przeraża, to z drugiej – im więcej kretynów w Polsce, tym bardziej nie-kretyni są mądrzejsi. Statystycznie przynajmniej :)

Sieczka w mózgu rodziców, którzy pozwalają swym pociechom biegać po zmroku po okolicy i pukać do każdych drzwi w poszukiwaniu "łatwych" cukierków jest wprost fascynująca. O niczym innym nie marzę przez 364 pozostałe dni w roku poza tym, żeby pewnego pięknego wieczora stanęła pod moimi drzwiami cała banda zasmarkanych cudzych dzieciaków, które koniecznie chcą mnie przekonać jak bardzo je lubię i jak strasznie kocham amerykańską kulturę. Tak zgodnie z prawdą nie do końca amerykańską, ale w końcu kogo to dziś obchodzi. Większość łyka przecież bezmyślnie papkę płynącą z mediów bez zastanawiania się skąd, po co i dlaczego.
Wracając do tematu. Nie lubię cudzych dzieci. Nie lubię, jak pod moimi drzwiami ktoś próbuje zawracać mi dupę bez mojego zaproszenia. Nie lubię amerykańskiej tradycji. Właściwie nie lubię jeszcze kilku innych rzeczy… ale staram się panować nad sobą. Tyle, że są ludzie, którzy czasem nie potrafią tego zrobić, więc z niecierpliwością czekam na moment, gdy kiedyś w Halloween ktoś o mniejszej odporności psychicznej spuści paru nieproszonych gości ze schodów głową w dół albo z lekka "popedofili". Tak jak to czasem bywa w tych umiłowanych przez większość Stanach Zjednoczonych.

Zwrot "amerykańska tradycja" często się tu przewija, choć właściwie mnie osobiście z tym terminem kojarzy się kilka innych tematów. Jako taką uznaję strzelanie z gładkolufowych armat do bizonów, wyrżnięcie prawowitych Amerykanów prawie do nogi i zamknięcie niedobitków w rezerwatach, stworzenie tzw. "afroamerykanów", szerzenie jedynie słusznej demokracji poprzez Guantanamo czy napalm, eksterminację ludności cywilnej (w ramach słusznego dążenia do pokoju) poprzez atomowe grzybki… Chyba mógłbym tak długo… Ale przede wszystkim – amerykańską tradycją według mnie jest odmóżdżanie w imię dolara narodu własnego oraz (pośrednio) wielu innych.

Jak inaczej można bowiem nazwać (w imię chęci zarobku na dyniowych skorupach) kultywowanie pogańskich tradycji w coraz większej ilości krajów? Święto duchów? Święto zmarłych? WTF? To przecież tradycja jeszcze z czasów pogańskich Celtów, którzy w tym dniu bratali się z duchami przybywającymi z zaświatów. No, to gratuluję mój ty katolicki w 98. (koma cośtam) procentach narodzie, kultywujący biblijnie zabronione praktyki. To może już lepiej przestać czcić irlandzkie święto Samhain i w imię naszej rodzimej tradycji zamiast dyń sprzedawać posążki Triglava?
Ciekaw jestem, jakiemu procentowi moich rodaków zapatrzonych w kult McDonalda, marketowych weekendów, iPhony, walentynki, afroamerykańskich "madafaka" (sic!) i halloweenowe gusła błyśnie choć na moment świadomość, że dali się sprzedać, kupić i znów sprzedać w imię czyichś interesów. Trochę czarno to widzę, szczerze powiem… Ale w sumie mi to wisi :)

Komentowanie


− pięć = 2