Jest a nie ma, nie ma a jest…

{ Napisane: maj 28 2010 przez: FAZA }

Coraz więcej naokoło rzeczy, które uznać można za prawdziwie magiczne sztuczki… Właściwie to już nawet nie wiem – słuchając i patrząc – czy nie przeważają w dzisiejszej polskiej rzeczywistości.

No, bo na przykład taka powódź… Były stany wody, jakich nie widziano u nas podobno od 160 lat? Utopiło się (tyle na razie oficjalnie wiadomo) 17 osób? Zalało ponad 100 miejscowości, w tym kilka doszczętnie? Podtopiło Wrocław, Warszawę, Bydgoszcz, Toruń? Prosiliśmy o pomoc Unię Europejską, aby przysłała do nas specjalistyczne pompy i ratowników? Straty wstępnie oszacowano „delikatnie” na 13 miliardów złotych. Czyli była klęska żywiołowa, bo rząd wypłaca zapomogi i odszkodowania, planując jednocześnie zmiany w budżecie. A jednak oficjalnie nie było, bo ten sam rząd takowej nie chciał ogłosić. Z powodów jakby nietrudnych do odgadnięcia.

Swoją drogą nie słyszę z żadnej strony propozycji ogłoszenia chociażby jednodniowej żałoby narodowej na cześć ludzi, którzy w powodzi stracili życie. No, ale oni nie byli naszą „elitą” – cokolwiek to oznacza dla tych, którzy niedawno często używali tego słowa.

A taki przykładowo nasz magiczny nie-prezydent, co prezydentem-prawie-jest. Zaganiany – na brak czasu narzeka, bo musi godzić funkcje marszałka sejmu, prezydenta nie-prezydenta i jeszcze się „pokampaniować” troszkę. A tu mu bieduli przyszło jeszcze posnuć się nieco na wałach przeciwpowodziowych w towarzystwie premiera i całej świty. Tak się niedyskretnie spytam: po cholerę? Toż od takich rzeczy jest rząd i jego przedstawiciele. No chyba, że ogłoszono by tę klęskę żywiołową, której przecież nie było.

Wtedy jako zwierzchnik sił zbrojnych na pierwszej linii – to dopiero by był lans!

Kolejna magiczna sprawa to rakiety nie-rakiety. Od wczoraj podniecamy się – nie wszyscy mam wrażenie – baterią nowoczesnych rakiet amerykańskich, przywiezioną do Polski. Jedną jedyną zresztą i na dodatek nie bojową, tylko szkoleniową. Nawiasem mówiąc nawet nie naszą, tylko wypożyczoną.

Sprytny pan minister od obrony narodowej stwierdził, że żeby jako-tako przynajmniej częściowo zabezpieczyć obszar naszego kraju, potrzeba nam minimum 8 takich baterii. Bojowych. Z których każda kosztuje około 7 miliardów dolarów. Za to szacowany koszt infrastruktury pod te baterie rakiet wynosi około 150 miliardów amerykańskich papierków.

Czyli szkolimy grupę fachowców, którzy niebawem będą sobie mogli postrzelać z procy.

Jakoś nie wyobrażam sobie, skąd weźmiemy te zieleńce, skoro nasi zarządzający tak trochę bez pomysłu skrobią się w głowę skąd wziąć 13 miliardów polskich złociszy na naprawę szkód powodziowych.

A oprócz szkolenia procarzy tak sobie mimochodem testujemy humory Rosjan, którzy po wypadku w Smoleńsku zaczęli przejawiać początki sympatii do Polski. Z własnej woli i bez proszenia postanowili wysłać nam na czas powodzi spory kontyngent ratowników, łodzi i pomp. Amerykanie dostarczyli nam za to szkoleniową baterię rakiet oraz 100 żołnierzy do obsługi i puszczania bąków.

No i to jest dopiero magia…

Komentowanie


2 × = osiemnaście