Święta Bożego Narodzenia – jak je skutecznie zabić?

{ Napisane: gru 25 2010 przez: FAZA }

Może ja już za stary jestem i przy Świętach Bożego Narodzenia włączają mi się "stare karabiny", ale mam wrażenie, że z roku na rok stają się one coraz bardziej badziewiaste i bezpłciowe. Pomijam już kwestie czysto duchowe, bo kto dziś zważa na samą genezę powstania tej tradycji i chwilę się nad nią zastanowi? Zwyczajowe, bezmyślne odbębnienie jakiejś kolędy w tv lub nocne wyjście na pasterkę (jeśli ktoś jeszcze daje radę i trzyma się na nogach) i… raczej wszystko. No, może tak źle jeszcze nie jest w mniejszych, nieco zapomnianych przez świat miasteczkach czy na wsiach, gdzie mimo wszystko są jeszcze osoby próbujące tym dniom nadać rangę prawdziwych świąt… Ale w miejskich molochach, gdzie króluje wyścig szczurów i sposób na życie to galeria handlowa – już niewiele z magii świąt zostało.

Ja sam, już kilka lat temu stwierdziłem, że pierniczę tak modną swego czasu ekologię i zaczynam kupować "żywe" choinki. Co z tego, jeśli te sprzedawane dziś nawet nie pachną? Pamięta ktoś jeszcze ten zapach sosny czy świerku, który królował w całym domu jeszcze kilkanaście lat temu? Teraz drzewka hodowane "na sterydach" tylko pod handel nie pachną prawie w ogóle. Na dodatek – każde wygląda prawie tak samo, obwieszone chińskim plastikowym badziewiem – które choć różni się kolorami i wielkością jest praktycznie takie samo. Gdzie podziały się piękne, szklane, ręcznie malowane bombki w wymyślnych kształtach? Polskie fabryki – znane z ich produkcji na całym świecie pobankrutowały. Ktoś jeszcze wiesza teraz na choince – tej "prawdziwej" – suszone jabłka, orzechy, cukierki "sople" pakowane w kolorową folię? Ręcznie wykonane łańcuchy i "pawie oko"? Komu się chce bawić w rodzinne przygotowanie stroików na choinki, skoro za grosze można kupić tandetne świecidełka i nie tracić cennego czasu?

Gówniarstwo nie biega już niecierpliwie pod dom, wypatrując na czarnym niebie pierwszej błyszczącej gwiazdki pomiędzy płatami wirującego śniegu – aby móc zasiąść wspólnie do wigilijnej kolacji. Śnieg w wigilię nie pada (zamiast niego deszcz, podniesione wody i kolejna groźba powodzi), niebo nie jest czarne – tylko zachmurzone, a małolatów zamiast jakichś tam gwiazdek interesuje to, czy w prezencie starzy kupili najnowszą grę na konsolę czy też może jakiegoś wypasionego iPhona.

Na stole królują jak dawniej pierogi i barszcz z uszkami – kupione najczęściej w pośpiechu w markecie. O smaku, którego nikt nie potrafi określić i nikt też nie wie ile procent grzybów zawiera oprócz "wypełniaczy" ich farsz. Odgrzane w mikrofali (bo szkoda czasu) kaleczą nasze kubki smakowe chemią i konserwantami. "Domowe" ciasta z osiedlowego sklepu strzykają sodą i bylejakością – za to nie wymagają zbyt dużo wysiłku, poza odstaniem swej pańszczyzny w następnej kolejce…
W sumie nie ma się czym przejmować – bo magiczne pudełko zaserwuje nam zaraz cudowne porady, jak nie zabić przez święta wątroby i żołądka. "Ulgix wzdęcia" czy inna Nursea – wydają się powoli profilaktycznym panaceum na całe zło tego świata. Na osłodę można sobie jeszcze zafundować prawdziwe "Wadowickie kremówki papieskie" w proszku – z torebki produkowanej przez Gellwe…
Coraz bardziej dajemy pożerać się wszechogarniającej komercji, korporacjom, pieniądzom, marketom, kultowi zakupów. Zapominamy o co w tym wszystkim kiedyś chodziło… Choć nie wszyscy – mam nadzieję…


Jedna odpowiedź do “Święta Bożego Narodzenia – jak je skutecznie zabić?”

  1. :D Strasznie pesymistyczne ale niestety prawdziwe… ale u mnie :D przynajmniej potrawy są gotowane a nie kupowane, ogólnie niestety święta tracą urok w naszym materialistycznym świecie.

Komentowanie


× trzy = 9